Przejdź do głównej zawartości

Moja włosowa historia. - jak to człowiek na starość staje się hennowym włosomaniakiem.



Urodziłam się wiele lat temu (dokladnie 36). ;-) Jeszcze w PRLu. Pamiętam puste sklepy i oranżadki w torebkach. Życia z tego czasu prawie nie pamiętam. Wychowana zostałam w bardzo niecodzienny sposób. Wychowano mnie w lesie. To były czasy, kiedy nie wiedziałam jak używa się toalety, bo takowej nie mieliśmy. Chodziło się po prostu do lasu. Takie było to życie. Wychowali mnie rodzice, odrobinę szaleni naukowcy, oraz zwierzęta. Psy, dziki, jeże, ryby, żaby, żółtobrzeżki, kury, nutrie, czaple, lyski… 


 



Wlosy mialam dlugie. Prawie nie obcinane, chyba hodowane specjalnie na komunie. Czy byly ladne, to chyba nie bardzo. Kiedyś podobno były grube. Za dzieciaka byłam blondynka, potem włosy pociemnialy. Co mycie, którego absolutnie nienawidziłam, były rozczesywane gęstym grzebieniem. Czym były myte, nie mam pojęcia. Pewnie jakims PRLowskim szamponem. Nosiłam je zaplecione w warkocz, zeby sie tak nie plątały. Uzywalam oczywiscie gumek recepturek. Siegaly mi do pasa. 



Potem była przeprowadzka do miasta. Pod względem pielęgnacji włosów niewiele się zmieniło, za to ja dostałam szoku “społecznego” i bardzo ciezko bylo mi się dostosować do reguł, panujących w mieście. Włosy w tym czasie były moim najmniejszym problemem, nosilam je skołtunione w kucyku. Wyglądały szkaradnie, ale nijak nie szło ich wyczesać. W tym samym czasie dostawalam od rodziny metalowe szczotki z plastikowymi kuleczkami, na końcach drutów. Oj, jak to bolało. Oczywiście były czesane na sucho, czasem na mokro, po myciu samym szamponem. Dzikim trafem udało mi się z kimś zaprzyjaźnić. Moja psiapsiółka miala dlugie blond wlosy i czesała je szczotka z dzika. Po długich namowach, takowa dostalam. Skończył się czas bolesnego wyrywania włosów, ale co się wcześniej na szarpało nigdy nie zdarzyło odrosnąć. Zaczal sie tez czas używania szamponu z odżywką Wash and Go o zapachu zielonego jabłuszka. Naprawde ciekawi mnie, jaki wtedy miał skład. Włosy nie plątały się jakoś strasznie po nim. Za to puszyły się niemiłosiernie, z wiadomych powodów. Kto w tych czasach miał blade pojęcie o tym, że loków się nie czesze?

W tym czasie moje włosy uchodziły lekko mówiąc za brzydkie. Wszyscy namawiali mnie do cięcia. A ja nie chciałam. Gdzies tam gleboko czaiła się już nawet w tych czasach ukryta włosomaniaczka. Sprawie “brzydkich włosów” nie pomagał też fakt, że zawzięcie trenowałam taniec współczesny, co wiąże sie z szuraniem czupryna po podłodze po kilkanascie godzin tygodniowo. W wieku 13 lat przestalam jesc mieso z powodów ideologicznych, postanowiłam wyrzucić z diety kazde mieso oprócz ryb i owoców morza. W tym samym czasie zaprzyjaznilam sie z anemia i niedoborami żelaza, bo moja wiedza dotycząca odżywiania się była żadna a nawet, gdybym miala wtedy taka wiedze, nie byłoby mnie finansowo stać na odżywianie się lepiej. Podstawa mojej diety był chleb i makaron. Czasem, sezonowo truskawki, czereśnie, czasem banany. Warzyw raczej brak.  ;-) 



Ja, moja anemia i brzydkie włosy przeszliśmy jakoś przed podstawówkę z niewielkim uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym ale większym uszczerbkiem psychicznym. Bardzo ciezko bylo mi się z kimkolwiek dogadać, co oczywiście kończyło się ciągłymi atakami na mnie innych dzieci. Na moje wlosy tez. Na porządku dziennym było ciąganie za włosy, wlepianie we włosy gumy do żucia, zdarzały się też wypadki wylewania na moje włosy zupy na zajęciach z techniki.

No ale udalo sie przezyc. Potem było liceum i bylo juz duzo lepiej, trafiłam do klasy równie dziwacznych odmieńców, jak ja sama i tak się nie odznaczałam. Co do pielęgnacji, nic sie nie zmienilo. Nadal czesanie, darcie slsem i czesanie i darcie.  Po liceum trafiłam na studia i wreszcie tak naprawde odżyłam. Studenci i profesorowie byli osobami, które dużo lepiej rozumialam. Ale bylo tez fizycznie bardzo bardzo ciężko. Nadal tańczyłam i do tego doszedł też teatr, wiec moje życie było w ciągłym biegu. Na studia dojeżdżam do innego miasta 40 minut pociągiem i następne 40 minut autobusem. Nie przykladalam żadnej uwagi, do tego, co jem. Żyłam na kanapkach, paczkach, drożdżówkach. Spalam zwykle po 5 do 6 godzin. Z racji, że tańczyłam coraz lepiej, coraz częściej bywalam na scenie. I coraz częściej widywałam siebie na zdjęciach. To chyba był ten moment, kiedy w mojej głowie urodziła się nienawiść do koloru moich włosów. Kolor byl mysi, polski blond, ale niestety zawierał też szaro rude i zielone refleksy. 



Zaczęłam farbowac. Były zielone, były czerwone, były brązowe, były miedziane. I to właśnie miedziany kolor bardzo pokochałam. Ale z racji tego, że utrzymanie takiego koloru jest bardzo trudne, włosy były katowane szamponetkami Marion co dwa tygodnie. Skalp bolał, piekł i szczypał strasznie podczas farbowania, no ale czego się nie robi dla urody. Szczególnie wątpliwej. ;-) Zrobilam tez trwala, za namowa siostry. To był chyba mój pierwszy raz u fryzjera. Trwała wyszła okropnie, wyglądam jak typowa sprzedawczyni się sklepu mięsnego. W domu mylam wlosy szamponem zaraz po wizycie u fryzjera i udalo mi sie rozluznic trwała a potem ja wyprostowac, tak że wróciłam do mojego kołtuna. Zaczęłam też używać prostownicy.

W tym czasie używałam już odżywek i masek takich typowo drogeryjnych, typu Gliss Kur i Loreal. Ale stan włosów się pogarszał, razem ze stanem całego organizmu. Wyprowadziłam się do Berlina, co nastręczało mi dodatkowych problemów z dojazdem na studia (wtedy to byla Warszawa). Z racji pogarszającego się stanu zdrowia trafilam do lekarza i usłyszałam, że jeśli nadal będę prowadzić taki tryb życia, czeka mnie długi pobyt w szpitalu w Berlinie (na co nie bylo mnie stac…). Byłam odwodniona, wycieńczona, niedożywiona, mialam anemie, astme, ciagle problemy z zatokami. To mnie wtedy trochę otrzeźwiło, choć nie wzięłam tego całkiem na poważnie. Troszkę czytałam w wolnych chwilach o odżywianiu i z racji, że byłam już na “swoim” wybierałam zdrowsze produkty, jednak ciągle podstawa mojej diety był chleb. Próbowałam brać żelazo w tabletkach, zeby wyjsc z anemii, ale niestety doprowadziło to znow do sajgonu z bebechami, więc pomysł porzuciłam. W tym czasie wlosy zaczely leciec. 





Potem wyprowadziłam się do UK, zmęczona brakiem pozwolenia na pracę w Berlinie i ciągłymi gonitwami z niemiecka policja. Wyjechalam do UK mając 20 funtow w kieszeni na wyżywienie do nastepnej wyplaty. I wiedzac, ze musze splacic dlugi w polsce, poniewaz za cos musialem kupic bilet, walizkę, transfer na lotnisko. Wreszcie miałam legalna prace! I jeszcze okazalo sie, ze jestem w niej bardzo dobra. Cała pierwsza wypłata poszła na spłatę długów oraz różne opłaty w UK, ktore musialam wykonac, aby w tych czasach móc legalnie pracować, a ja na następny miesiąc znów zostałam z niczym. No ale pracowałam. Pracowałam bardzo dużo, zwykle ponad 60 godzin tygodniowo, zwykle na długie dni, czyli 14h w pracy, bez przerwy. Do pracy musialam chodzic 45 min piechota szybkim krokiem. A praca była ciężka fizycznie i przede wszystkim psychicznie. Wszystkie moje dni wolne wykorzystywałam na studia w Polsce.  Po kilku miesiącach okazało się, że moje ciało nie daje rady. Zaczęłam bardzo chorować. W tym czasie moje zycie wygladalo absurdalnie. Leżałam w szpitalu dobę albo dwie, ze szpitala szłam prosto do pracy, na kilka dni, a pracy wracałam do szpitala. Lekarze, mimo dobrych chęci, niewiele mogli zrobić. Odżywiali mnie kroplówkami, dostawałam serie antybiotyków, tak ze jak kończyłam jedna, zaczynałam druga. Ciągle wisiało nade mną widmo dializ i problemów z nerkami, które jednak jakimś dzikim trafem nigdy nie poszły z dymem i w konsekwencji nigdy na dializach nie wylądowałam, ani nigdy nie byłam na liście do potencjalnego przeszczepu. Moje dziwactwo zostalo tez profesjonalnie zdiagnozowane. Co ze mna jest nietak? Jestem Aspergirl. ;-) Wreszcie moglam moje dziwaczne podejscie do rzeczywistosci zwalic na jakas profesjonalna diagnoze.



Siedząc po tych poczekalniach i leżąc w szpitalach zastanawiałam się, jak ja bede wygladac jak już mi wszystkie wlosy wypadna, jeśli w ogóle przeżyje ten cały ambaras. Bo leciały na potęgę, wiedzialam, ze predzej czy pozniej stracę je wszystkie. Zaczęły też siwiec, co oczywiście ukrywałam moimi kochanymi szamponetkami z Marion. Na czubku głowy swiecilam piękna łysina.

Kasy trochę się uzbierało, mimo tego, ze bardzo duzo mi jej schodziło na loty do Polski na studia. Zaczęłam szperać Boots, szukając magicznych kosmetyków, które uratują mi włosy. Powstała kolekcja beznadziejnych kosmetyków do układania loków, szczegolnie psikaczy z sola morska. Oraz druga kolekcja szamponów, wszystkich z sls i cb. Oczywiście to nic nie zmienilo. Poszłam do fryzjera w UK ściąć włosy do ucha. Po wyjściu płakałam, fryzjerka powiedziala mi, ze nie mam dosc włosów by uzyskać na głowie jakąkolwiek objętość. Wygladalam jak zmokly kundel. Fryzjerka jednak była dla mnie oświeceniem, bo napomknęła że takich włosów się nie czesze. Po powrocie do domu wywalilam wszystkie szczotki do kosza, razem z prostownica. Zamowilam tez z Amazon serię produktów do loków, niestety afroamerykańskich, ale byly tam tez maski i odzywki do wlosow. W tym czasie zaczelam tez czytac o Curly Girl, ale zupełnie nie mialam pojecia jak sie za to zabrac. Przeszłam też przez serię badań o kilku dermatologów, i w polsce i w UK, zostalam zdiagnozowana z ŁZS, łuszczyca, rumieniem, alergiami na praktycznie wszystko. Dostałam pudlo leków i szamponów. Nic nie pomogły, skóra głowy nadal była w złym stanie, łuszczyła się, produkowała pryszcze, piekła i bez powodu, jak mi sie wydawalo, dostawala zapalenia.


W Tkmaxx dorwałam odżywkę do mycia włosów. Jak już wyczytałam na portalach takich jak British Curlies, loki powinno sie myc odżywka. No to kupiłam. Oj, to byl sajgon. Nie mogłam w ogóle umyc wlosow tym specyfikiem bo używałam go w porcji, jaką używałam szamponu. Dopełnieniem stała się papka z piekła rodem. Walczyłam z ta odzywka z dwa tygodnie, zanim się poddałam. Ale czegos sie nauczylam, wracajac do szamponow. Glowa nagle zaczela swedziec jak szalona, i na skalpie zaczely wyskakiwac ropne pryszcze. Przemyslalam sprawe, i doszlam do wniosku ze glowa swedziala mnie po myciu cale zycie, i tylko do tego przywykłam. Przejście na odżywkę sprawiło, że swędzenie i wypryski znikło, a powrót do szamponów, ze znow wrocilo. Coś zaczęło świtać w mojej głowie…

Znalazlam firme Lush i powoli zaczęłam na ich stronie czytać składy szamponów. Szampony Lusha mają mocne detergenty, ale w tym czasie nie zawierały betainy. To było dla mnie oświecenie. Zaczęłam je wszystkie kochac, bo przy nich mogłam się pożegnać z pryszczami za uchem i tym okropnym swędzeniem. Włosy przestały lecieć tak na serio jednak po zmianie diety. Przestalam jesc wszystkie produkty z ziarna. Za to zaczelam jesc duzo wiecej bialka (ciągle tylko ryby i owoce morza i tak już zostanie), dużo więcej warzyw i owoców. Powoli przestałam byc stala bywalczynia szpitali. Zrobiono mi też operacja, która bardzo pomogła. Vivat NHS!. ;-) Anemia zniknela. Przybralam na wadze. Zaczynałam się czuć jak człowiek.

Powoli kończyłam studia w Polsce, zmienilam prace, awansowałam i zaczęłam podróżować. Zakochałam się w oceanie. Najpierw Turcja, Wyspy Kanaryjskie, potem Jamajka i wreszcie moja ukochana Kuba. Moje ciało dochodziło do siebie, ale włosy już nie bardzo. Szczególnie bardzo im sie nie podobala słona woda i tropikalne słońce. Mimo, że łysina odrastała to długość wyglądała jak wypłowiały, brudny mop. Szamponetki przestaly wystarczac w starciu z zywiolami tropikow. Zaczelam szukac trwalszych sposobów farbowania. I tak z British Curlies trafilam na Long Hair Community, na Henna for Hair i Henna Tribe.

 


Moja pierwsza henna była Caca Rouge z Lush. Przeżyłam koszmar nakładania tego gęstego specyfiku. Zabarwiłam sobie uszy, czolo i rece….ale nie zabarwilam wlosow. Kolor wyszedł bury i brzydki i spłukał się po kilku myciach. Zaczęłam zawzięcie szukać i czytać. Bardzo pomogły mi wyżej wymienione fora. Przeszłam przez Khadi, które przywiozłam sobie z Polski, zachwycona trwałością koloru  Khadi z amla, nakładałam bez opamiętania, zawsze z cytryna, co w konsekwencji doprowadziło do nabudowania do wiśni a potem do burgundu. Ale wlosow bylo widocznie więcej, łysina zniknęła a ja zaczęłam straszyć kilku centymetrowym odrostem sterczącym z mojej głowy w każdym kierunku rozy wiatrow.

W tym mniej więcej czasie czesto jezdzilem do Polski, doprowadzając do porządku u polskich lekarzy moje zdrowie i z nudów zaczynałam powoli wsiąkać w czytanie składów. Znalazlam Anwen. To byl szok! Pozarlam jej blog, czytając dniami i nocami. Wreszcie to wszystko zaczynało mieć sens. Zaczynalam wierzyć, że uratuje tę kupkę nieszczęścia, jaka mam na głowie. Wpadłam w manię wcierania i suplementów. Bardzo się poprawiło, ale długość ciągle wyglądała okropnie i skalp produkował białe płatki łupieżu. Nie przerażało mnie to, przecież pamiętam z dzieciństwa, że “genetycznie” mam brzydkie włosy. Nie zalezalo mi zeby jakos wygladalo. Chcialam, zeby byly. Podcinałam włosy wielokrotnie, zawsze w Polsce i zawsze Thermo Cut. O dziwo przestaly sie rozdwajac.

No i wprowadzałam te zasady Anwen w życie kilka dobrych miesięcy. Włosy odrosły i o dziwo przestałam siwiec. Ale były bardzo bardzo brzydkie. Dowód na zdjęciu. Henna spłukiwała się ciągle szybko, pozostawiając po sobie matowego, wiśniowego mopa. Zauwazylam tez, ze mimo ze, jak wtedy uważałam, używałam dobrego szamponu (Lush), skalp nadal potrafił swędzieć zaraz po myciu. Mylam wlosy oczywiscie codziennie, tak jak bylam przyzwyczajona cale zycie, bo się przetłuszczały.

Założyłam swojego pierwszego bloga włosowego, gdzie poznałam fantastyczne dziewczyny, ktore wyprowadziły mnie na prosta z myciem i równowaga PEH.. Dziękuję ci Aniu, Kasiu i Wiedźmo! Zaczęłam myć odżywka i zaczęło się to udawać. Włosy zaczęły wyglądać coraz lepiej. Juz zupelnie rozumiejąc składy, kapalam sie w maskach Kallosa, Biovaxa, Dr Sante i wszystkich możliwych olejach.

 



Z mycia odżywką przeszłam na różne metody no poo. Skalp odżył, przestał się tluscic, zniknęły wszystkie problemy. Próbowałam myć włosy soda, bardzo nie polecam. Za to polecam mycie glinkami, orzechami piorącymi, glutkiem lnianym. Z mycia codziennie przeszłam na mycie raz na 4 albo 5 dni. 

         



Radykalną pielegnacje Curly Girl, czyli zupełnie bez szamponowa i bez silikonowa pielęgnację prowadzę u siebie od lipca tamtego roku, z przerwami na szampon, kiedy po każdym z tych myć, żałowałam, że to zrobiłam. No, ale tak to juz jest, ze czasem człowiekowi cos glupiego strzela do głowy. Nie będę sobie o to robić wyrzutów.

Jeśli chodzi o hennę to w międzyczasie podszkoliłam się z tematu i nauczyłam się, jak budować kolory za pomocą ziół. Gdzieś tam jeszcze mam resztki wiśni i burgundu z kiedyś, ale udaje mi się z nim żyć. ;-)

A wlosy moze nie sa idealne, ale juz nie uwazam, ze sa genetycznie “brzydkie”. Dużo przeszły, katowałam je całe życie, zupełnie o tym nie wiedząc. Juz nie bede! Niech sobie rosną i niech sobie będą takie, jakie chcą być. 



Czego się nauczyłam? Sluchac swojego ciala. Nie ignorować symptomów, tylko starac sie robic tak, by ich nie było. Nawet jesli to znaczy, ze stalam sie jedna z tych brudnych zwolenniczek no-poo. ;-) Nawet, jeśli na śniadanie nie jem kanapek tylko obiad z dnia wcześniejszego. Ciało najlepiej wie, czego mu potrzeba. Trzeba go tylko słuchać. 



Pisze te historie szczególnie dla tych z Was, którzy dostali juz swoja Diagnozę Na Cale Zycie. Nie poddawajcie się! Fajnie, że mamy lekarzy, ale to tylko ludzie. To Wy wiecie, co jest dla Was najlepsze a wszystkie potrzebne informacje znajdziecie nigdzie indziej jak u siebie, w swoim ciele. Walczcie. Mi sie udalo. Wam tez sie uda. 

Mam nadzieje, ze da sie to przeczytac. ;-) Wyszlo strasznie przydlugawo. Ciezko jest zamknac tyle doswiadczen w slowach. Bardzo Wam dziekuje za uwage i Niniejszym Oswiadczam ze czekam na Wasze wlosowo-hennowe historie. Jesli chcecie, oczywiscie. Mysle, ze takie historie sa bardzo inspirujace. Wiec, inspirujcie sie na wzajem. Bo jak nie my, to kto? ;-)  




 

Komentarze

  1. Kurcze, podziwiam. Walczę z matowymi, szorstkimi włosami odkąd przestałam używać szamponu (a przy tym odżywek, bo co bym nie nałożyła to włosy są tłuste, obciążone i nieprzyjemne). Już naprawdę mam ochotę się poddać, bo nawet cassia nie pomaga (jestem blondynką i póki co nie planuje tego zmieniać). Moja mama też ma takie brzydkie włosy ale o nie zupełnie nie dba i farbuje chemicznie. Już miałam ochotę powiedzieć sobie że taka moja uroda, takie włosy już będę mieć (do jakoś 16 roku życia miałam śliczne, miękkie, lśniące włosy w jasnym blondzie), ale natchnelas mnie tym wpisem do dalszej walki. Dziękuję 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana. Nie poddawaj sie w zadnym wypadku. Kup glinke biala i domieszaj do tego czym myjesz. Olejuj przed myciem i olej emulguj odzywka. Nie rezugnuj z masek. To jest tylko etap przejsciowy. Rob zdjecia wlosow po roznych rodzajach pielegnacji i zapisuj na nich daty. Porownuj i ucz sie. Zobaczysz ze postep jest tylko to powolny proces.

      Usuń
  2. W moim przypadku mama i szacunek do rodziców mnie uratowały. Zawsze chciałam zafarbować włosy, ale pozwalali mi tylko na pianki koloryzujące, które na szczęście nie zniszczyły moich włosów, a szybko się wypłukiwały (do tej pory mamy czerwony ślad od mojego farbowania na szafce w łazience). Henna przyszła do mnie z Internetu, już nawet nie wiem, gdzie o niej wyczytałam. I cieszę się, że trafiłam na bloga Khadi i konkretnie te henny, że nie zrobiły mi krzywdy. Teraz mam na głowie, to co mam, nawet mogę zaprosić do obejrzenia: https://shidless.blogspot.com
    No i dziękuję przede wszystkim Tobie, że dzielisz się tą wiedzą i zawsze jesteś wsparciem dla dziewczyn - czy na grupie, czy w prywatnych wiadomościach. Może uda mi się pomóc mamie w ratowaniu jej czupryny, którą zniszczyła sobie tym, na co mnie już nie pozwoliła. Od 2 miesięcy jest ze mną w hennowym świecie i mam nadzieję, że tu już zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo prosze. Ciesze sie ze do czegos w tym necie sie przydaje. Piekne masz kudelki.

      Usuń
  3. Jejku, nawet nie wiesz jak wielką radość sprawiłaś mi tym tekstem i wzmianką o mnie :) Pamiętam jak dziś, że bardzo mocno wierzyłaś w to, że z Twoimi włosami nie da się już nic zrobić. Widząc to jak niesamowicie się rozwinęłaś mogę obiecać Ci, że będę pamiętała o Tobie jako o żywym dowodzie na to, że zwykle takie sytuacje są tylko dowodem kompletnego pogubienia, a nie "genetycznie" złych włosów :) Twoje są śliczne, a jeśli kiedykolwiek zamarzy mi się hennowanie moich to na pewno będziesz jedyną osobą, którą uznam tutaj za autorytet <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany... bo bede plakac. 😅 Dzieki Ci Aniu za wszystko. ❤

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dodatki do henny, cassi i hendigo. Kontrola koloru.

Pomyślałam, że zbiorę do kupy informacje o ty co można dodać do henny i kasji, i jakiego efektu kolorystycznego można oczekiwać. Każdy kwaśny dodatek lekko zmienia efekt końcowy farbowania i za ich pomocą można kontrolować tonację kolorystyczną włosków, jakie będziemy miały na głowach, po koloryzacji henną czy kasją.









Tony podstawowe dla kasji, mieszanek kasji z henna i czystej henny, to od jasnego złotego blondu do ciemnej, czerwonej wiśni, kasztanu i brazu.
Jak wielu z nas wie, barwnik zawarty w hennie, lawson, nie oblepia włosów (słyszałam takie opinie) tylko przyczepia się do keratyny, która jest zawarta na powierzchni włoska. Dlatego poprawnie przeprowadzona koloryzacja henna jest taka trwała. Wszystkie zakwaszające dodatki do henny wpływają na celulozowe otoczki na liściach henny i uwalniają barwnik, by ten mógł się połączyć z keratyna. 
Jeśli nie dodamy do henny substancji, która zmieni PH mieszanki w rejony kwaśne, kolor na naszych włoskach nie będzie przechodził procesu …

Henna w pigułce. Przeczytaj, zanim zadasz pytanie. Proszę.

Kochani! Czytamy to, zanim zadamy pytanie.










Co to jest henna?
Pod potoczną nazwą “henna” funkcjonują najczęściej trzy zioła:
1) cassia (cassia obovata): tak zwana bezbarwna henna; którą nie jest bezbarwna tylko blond/złota(!); nie ma żadnego potencjału na zielone włosy, nie rozjaśnia włosów i jej barwnik jest widoczny tylko na bardzo jasnych włosach- na grupie nazywamy ją cassia; zamiennikiem cassi może być senes bądź senna, mają te same właściwości
2) henna (lawsonia intermis): rzeczywista henna, niektóre henny mają naturalnie barwnik pomarańczowy, który po kilku użyciach zbuduje się do brązu, inne henny mają naturalnie kolor czerwony, który po kilku użyciach nabuduje się do burgundu; żadna henna nie ma potencjału na zielone włosy, cokolwiek byście z nią robili, henna nie rozjaśnia włosów - na grupie nazywamy ją henna
3) indygo (indigo): barwnik ziołowy czarny/niebieski; to on ma potencjał na zielone włosy, też nie rozjaśnia włosów- na grupie nazywamy go indygo
Pod nazwa “henna” w języku po…

Jak rozrobić i nanieść na włosy hennę lub cassię by złapala?

Przepis nadaje się do samej cassi, samej henny i cassi z henna (mozna je przygotowywać razem). Oraz do hennowania dwuetapowego (etap henny).


Przepis 1) Przed nalozeniem henny myjemy kudelkiszamponem z sls, mls, sles: LISTA TUTAJ, jeśli na codzien używamy poduktow z filmformerami. Jeśli nie używamy... ;-) tez warto umyć. Po myciu badz procedurze w punkcie następnym nie używamy na kudelkach zadnych produktów. Jedynie glutek lniany zdaje się nie miec wpływu na lapanie barwników.
2) Jeśli w kranie mamy twarda wodę, henna moze nie zlapac, szczególnie zdrowych odrostów, jakie mamy na glowie. Warto wtedy zdjac z wloskow nabudowane minerały z wody.
Przepis: - pol lyzeczki kwasku cytrynowego + tabletka witaminy C (vit C opcjonalnie) zmieszana z 3 lychami prostej odzywki/maski bez protein i filmformerow; to na wloski (nie na skalp!) na 20 min; splukac woda

Inne przepisy na zdjęcie minerałów z włosków znajdziemy TU
3) 24 godziny przed hennowaniem rozrabiamy henne, cassie badz henne z cassia (…

Wypróbowane henny dostępne w Polsce i wrażenia z ich używania.

Poniżej wyniki ankiety na grupie o firmach, które w Polsce produkują hennę oraz troche dodatkowych wiadomości wyszperanych w internetach.  ;-)



Khadi
Firma Khadi ma w ofercie czystą cassię, czystą hennę oraz czyste indygo. Jest też bardzo duża gama gotowych kolorystycznych mieszanek, od blondów, przez rudości, brązy i do czerni.
Opinie grupowiczów:


- bardzo czerwona, ciężko uzyskać nią rudości i miedzie - szybciej się spłukuje niz Swati - łatwo się nakłada - rozbudowana oferta - wysoka jakość: BAQ
Henny Khadi można kupić stacjonarnie (TUTAJ lista sklepów), bądź online. Cena 33.50 zl za 100 gram. Pewnie można też czasem dorwać w jakiejś promocji.
Swati
W ofercie znajdziemy czystą cassię, hennę oraz indygo i kilka gotowych mieszanek brązowych.
Opinie grupowiczów:


- trwała - dobrze przesiana - wysoka jakość - stosunkowo niska cena - czysta henna raczej ruda, niz czerwona UWAGA! wyglada na to, ze nowe opakowania sa juz czerwone
Henne Swati kupimy raczej online, choc może znajdzie się też gdz…

Odświeżanie koloru henny. Oczyszczanie przed hennowaniem. Chelatowanie włosów.

Chelatowanie włosów, to nic innego, jak zdejmowanie z nich nabudowanych składników mineralnych, jakie znajdują się w wodzie z kranu (szczególnie twardej). Jeśli hennujemy włoski, warto szczególną uwagę przyłożyć do regularnego oczyszczania włosków nie tylko ze składników kosmetycznych (do tego wystarczy zwykły SLS) ale także z minerałów. Oprócz tego, ze minerały sprawiają ze włoski matowieją, robią się szorstkie i suche, hennowane włoski tracą kolor, ciemnieją i szarzeją.




Chelatowanie naprawdę warto zrobić przed hennowaniem. Henna dużo lepiej złapie. Ponadto, warto robić na przykład raz w miesiącu, jeśli już udało nam się zahennować włoski. Jednak trzeba obserwować swoje włoski, chelatowanie, tak jak szorowanie SLSem włosów, do delikatnych nie należy, wiec jeśli na głowie mamy bardzo zniszczone, obklejone silikonami kudełki, efekt po oczyszczaniu może być nie najmilszy dla oczu. Zobaczymy po prostu, co tak naprawdę na głowie mamy. Znalazłam dla was kilka sposobów, jak to zrobić. 1) …

Słowiańskie, zimne blondy ziołami. Katam i cassia.

Słowiańskie, zimne a jasne blondy są bardzo popularne. Wielu z nas też stara się wrócić do swojego naturalnego, mysiego koloru na włosach, które były wcześniej rozjaśniane. Do tej pory myslalam, ze nie da się. Ale da się. ;-) A wszystko dzieki magicznemu ziolku pod nazwa katam, czyli z łaciny buxus dioica. O katamie pisałam TUTAJ. Rządzi się takimi samymi prawami jak indygo. Przepis na indygo TUTAJ nadaje się też do zabawy z katamem.  



Czyli:
-katamu nie odstawiamy, katam wydziela barwnik praktycznie zaraz po wymieszaniu z cieczą, zauważycie wtedy, że pasta zmieni kolor na szaro-stalowo-smolisty

- katamu nie dodajemy do pasty, ktora jest ciepla, katam lubi letnia temperature
-katamu nie zakwaszamy, a jeśli mieszamy go z czyms, co juz bylo zakwaszone, nie odstawiamy go razem z tym kwaśnym dodatkiem, pastę nakładamy prosto na głowę






Katam wydaje się dawać sie rozjasniac amoniakiem. Przy licznych próbach, jakie zrobiłam, nie udalo mi sie doprowadzic do glona. Rozjaśnia się na włosach, na któr…